powrót do listy

Proszę już ostatni raz

455,00 zł

Cel: 700,00 zł

65%
Wpłać teraz
Nazywam się Ewa, a Biszkopt to mój cały świat, mój sens życia ktory daje mi siłę i motywację aby kazdego dnia wstawać.
Przeszliśmy bardzo długie leczenie. Zostały nam ostatnie badania, opłacanie reszty pobytu w szpitaliku i koniec leczenia




Biszkopt ma kardiomiopatie, faza burn out.
Od przedwczoraj Biszkopt sie dusił, poza 12 godzinami które spędził ze mną wczoraj w domu codziennie przez cały czas jest w komorze tlenowej.
W ciagu ostatnich 48 godzin spałam 4 godziny, spedziałam przy nim całą noc i co chwila liczyłam mu oddechy, 26 oddechów na minutę. Przez kilka godzin było dobrze i był taki zrelaksowany i szczęsliwy, spał mi na kolanach, nawet coś mu sie śniło, machał łapkami przez sen. Nie bolało go. Niestety nad ranem jego oddech bardzo przyspieszył, 38 oddechów na minutę a on zrobił się bardzo slaby, nosiłam gdy chcial wyjsc na balkon na słonce. Biszkopcik jest w szpitalu, gdzie jest pod ciagłą opieką. Obecnie według lekarzy jego stan jest lepszy niż wskazuje na to tak poważna diagnoza.

Siedzi skulony w kąciku, zaróżowił się, oddycha sam, je i pije. Ma silne zapalenie trzustki, wiec jest na płynoterapii, nie wiem czemu usg jamy brzusznej tego nie pokazało. Od lat był diagnozowany i miał wielokrotnie robione usg, bo wylizywal brzuszek.


Stan kardiologiczny ostry, ogolnie stan stabilny.
Biszkopt jest tak cudownym kotem, że dzwoniła dowiadywac sie o niego lekarka z pierwszego szpitala w ktorym Biszkopt spedził noc, aby sie dowiedziec w jakim jest stanie, a kardiolog ktora badała mu serce dzwonila z domu do szpitala w ktorym Biszkopt lezy aby dowiedziec sie o niego.
W klinice do ktorej chodzil też o niego pytali, a jedna klientka, starsza kobieta ktora spotkała tam Biszkopta zaczęła płakać.


O moim Biszkopcie:
Mój ukochany Biszkopt ma około 13 - 15 lat. Trudno powiedzieć ile dokladnie, ale gdy go znalazłam 9 lat temu byl juz dorosłym kotkiem. W kiepskim stanie, pogryzionym, z połamanymi kłami i przepuklinami tłuszczowymi na brzuszku, które prawdopodobnie powstaly po silnym uderzenie, możliwe, ze upadku
Biszkopt okazal sie cudownym, niesamowicie inteligentnym, dobrym, wrażliwym, mądrym kotem, kompletnie pozbawionym agresji.

Od tego czasu każdy dzień mojego życia nagle stał sie dobry. Biszkopt pomogł mi przetrwać ponad rok potwornie wyniszczającej psychicznie walki z rakiem pęcharza moczowego u mojej matki, a następnie jej smierć. Nie wiem jak bym sobie poradziła bez niego. Do tej pory walczę z depresją ale on mnie trzyma na nogach.

Gdy w zeszlym roku ja zachorowalam i w ostatniej chwili miałam ratującą życie operację, Biszkopt przez dwa dni podczas których nie było mnie w domu nie wstawał z legowiska, nie chodzil, prawie nie jadł i nie pił, a wstawal tylko po to aby lezec pod drzwiami od mojego pokoju.

Kazdego dnia do czasu gdy ja wstanę Biszkopcik leży na kanapie i czeka, dopiero gdy ja wyjdę z pokoju on rozpoczyna swój dzień.
Kocham go do szalenstwa i on mnie też. Tak bardzo chciałabym aby mogł jeszcze żyć, będę walczyła o jego zdrowie i życie do końca. On też cały czas walczy, bardzo pragnie żyć, nie poddaje się.
Poza Biszkoptem mamy z siostrą 11 kotów i zajmujemy się stadem bezdomnych kotów którymi opiekowała się wczesniej nasza mama. Cała nasza rodzina juz nie żyje, jesteśmy tylko my dwie.

Ewa Kucharska

Organizator zbiórki

zadaj pytanie

Wpłaty - 29

Komentarze