powrót do listy

Na karłowatą Wicię i chorą Franie

200,00 zł

Cel: 2 000,00 zł

10%
Wpłać teraz
Frania i Wicia to dwie urocze, przyjazne i towarzyskie kotki, które przygarnęliśmy pod nasz dach. Łączy je ciekawość świata, kocie obyczaje i kobiecy wdzięk. Lubią dobrze zjeść, wylegiwać się na słońcu i gonić latające owady lub pluszowe piłeczki. Łączy je jeszcze jedna cecha - obie koteczki są przewlekle chore i potrzebują stałej opieki weterynaryjnej
Frania trafiła do nas z zielonogórskiego schroniska jako półroczny, szylkretowy kociaczek o wielkich oczkach. Już na pierwszej wizycie lekarskiej okazało się, że nie wszystko jest w porządku z tą słodką dziewczynką. Od kilku lat zmaga się ona z różnego rodzaju schorzeniami - głównym z nich jest niedokrwistość, której pochodzenia nie sposób określić - jej organizm działa jak autodestrukcyjny zabójca: niszczy swoje czerwone krwinki, przez co wymaga stałej terapii lekami sterydowymi. Choroba Frani jest przewlekła i podstępna - atakuje ciągle i niespodziewanie, dlatego musimy bardzo często badać jej krew (czego nie znosi), podawać domięśniowo żelazo, suplementy osłonowe, a nawet przeprowadzać transfuzje krwi. Koszt jednego takiego zabiegu to około 1800 złotych... Koteczka miała przetaczaną krew już kilka razy - jej stan mocno się dzięki temu poprawia, ale niestety, nie na stałe. Franiutek je także specjalną karmę wspomagającą pracę układu moczowego, który też lubi płatać figle (i nie mówię tu wcale o zasikanym łóżku, choć i to jest na porządku dziennym). To nie wszystko! Kotka bywa mocno zestresowana, przeżyła kilka ataków nerwowych, w wyniku których dokonywała samookaleczeń - wylizywała się aż do krwi i wygryzała sobie ciało. Musieliśmy podawać jej leki na uspokojenie, nawet psychotropowe. Wszystkie kuracje odbywają się pod czujnymi oczami naszych weterynarzy, którzy wertują tysiące stron, by pomóc naszym kociakom.


Nie wszystko jednak udaje się znaleźć w medycznej literaturze. Wicia to malutka, szarobura kotka, która ma już prawie roczek. Waży 1200 gram i nie będzie tyć - dlaczego? Ponieważ zdiagnozowano u niej, jako u jednego z kilkunastu kotów na świecie, karłowatość przysadkową. Jej przysadka nie produkuje hormonu wzrostu, a przynajmniej nie tyle, żeby kociczka mogła się normalnie rozwijać. Nie ma wielu badań na temat tej choroby, dlatego musieliśmy przeprowadzić wielopoziomowe badania diagnostyczne. Malutka koteczka cierpi także na przewlekłe biegunki, zapalenie jelit oraz problemy związane z zaburzoną gospodarką hormonalną. Poza zwykłymi badaniami na obecność pasożytów, morfologią, standardowymi badaniami krwi, przeprowadzaliśmy specjalistyczne testy wykluczające m.in. chorobę Addisona (test stymulacji ACTH), wykonywaliśmy posiew, cytologię, częste USG, wykluczaliśmy FIP, a ostatnio również wymaz z prostnicy. Wicię nazywamy żartobliwie "zrodzoną z drewna", ponieważ znaleźliśmy ją w czasie krótkiego urlopu, gdy zaklinowała się w hałdzie zmurszałych pniaków, które ktoś na podwórku zostawił kilka zim wcześniej na opał. Kilkutygodniowy kotek spędził tam noc i dopiero następnego dnia wydostaliśmy ją z tej pułapki. 


Nasze dwie kotki są dla nas wielką radością, mimo trudów, które niesie im życie pozostają pogodne i chętne do zabaw. Mają jeszcze czwórkę współlokatorów, dla których też znalazło się u nas miejsce: Fidel i Monter to około dwuletnie koty adoptowane, które spędzały swój żywot na poznańskich ulicach. Do fundacji trafiły zapchlone, zarobaczone i chore (Fidel stracił prawie wszystkie zęby), chudziutkie i bladziutkie. Nasi przyjaciele doprowadzili ich do porządku i oddali je nam pod opiekę - rosną jak na drożdżach i są już mocarnymi kocurami. Do tej gromadki dochodzą jeszcze dwie znajdy: Szmulik, którego znaleźliśmy błąkającego się w centrum Poznania w krzakach, bez mamy, bez rodzeństwa, bez nikogo. Zziębniętego nakarmiliśmy, odrobaczyliśmy i zaszczepiliśmy. Teraz czeka go jeszcze kastracja i szczęśliwe życie. Gunnar z kolei to samotnik z podlaskiej wsi, który również przyjechał z nami z urlopu. Zaniedbany, zapchlony, z mocnym już kocim katarem i świerzbem w uszach powoli dochodzi do siebie.


Nasze zwierzątka stale potrzebują opieki. Frania i Wicia jedzą specjalne karmy - wydajemy na jedzenie miesięcznie około 500 złotych. Do tego dochodzą częste wizyty u weterynarzy - w tym miesiącu zapłaciliśmy za leczenie prawie 3000 złotych. Ponieważ nie istnieje koci NFZ ani programy Kot+, zwracamy się do Was o pomoc. Jeśli tylko dysponujecie jakimś drobiazgiem, który moglibyście ofiarować, nasze koty będą Wam bardzo wdzięczne! Żadna złotówka się u nas nie zmarnuje! Chcemy tym zwierzakom zapewnić komfortowe warunki i pomagać, ile się da, dlatego zwracamy się do Was. Bardzo dziękujemy za każdy odruch dobrego serca. Frania, Wicia, Monter, Fidel, Szmulik i Gunnar z opiekunami.






Eliza Kwiatkowska

Organizator zbiórki

zadaj pytanie

Wpłaty - 7

Komentarze