powrót do listy

Gustaw umiera

720,00 zł

Cel: 3 500,00 zł

20%
Wpłać teraz
Gustaw:

Cześć wszystkim jestem Gustaw- dostojne imię prawda? Takie dorosłe... W domu wołają na mnie Gustek, Gucio bo mówią , że że mnie dzieciak jeszcze przecież mam 6mcy...pół roku... I wiecie... Bez Waszej pomocy już nie mam szans na to żeby zostać Gustawem... Mój czas jest ograniczony przez jak to mówi Nina (moja ludzka przyjaciółka) FIP... Wiecie ja od początku mam pod górkę... Nasza kocia mama urodziła nas na ulicy... Było piękne lato więc ja i 3mojego rodzeństwa nie marzliśmy do czasu...nagle mimo upału na dworzu zrobiło się nam zimno... I wtedy w naszym życiu pojawiła się dobra duszyczka Dominika... Zabrała nas i naszą mamę do weterynarza...bałem się, ale Dominika mówiła, że trzeba nas leczyć...naszym wrogiem okazała się PANLEUKOPENIA.... Nasze życie wisiało na włosku... Choroba odebrała mi godność... siły i 2rodzeństwa. Ja też kilka razy byłem blisko odejścia, ale udało się walczyłem z całych sił i wygrałem. Koci katar przy tej walce to był już pryszcz. Po ciężkiej walce przyszedł czas na to żeby było już tylko pięknie. Nabierałem sił i rosołem otoczony miłością. Dominika szukała domu dla mnie i Zosi-mojej siostry. Tak też trafiłem do nowego domu do Niny...jechałem długo bo do przebycia miałem 400km. Trafiłem do domu pełnego miłości i przyjaciół. Mam 3małych ludzkich przyjaciół Wiktora, Nikodema i Marcela, Daisy to moja kompania od szaleństw-wiecie ona jest psem, a jest mniejsza niż ja ???? no i opiekunów Ninę i Huberta... Teraz miało być cudownie...

Nina:

Witajcie,

Na imię mam Nina i jestem tutaj by błagać Was o wsparcie...bez Was życie Gustawa zakończy się w ciągu najbliższych dni... Ale od początku.
Jestem typowym piesolubem, zawsze w naszym domu były psiaki, koty kiedyś lata temu... Ale po przeprowadzce na wieś stwierdziliśmy, że brakuje nam w domu kociego kumpla... I tak we wrześniu adoptowalośmy maleńką Izzy...skradła Nasze serca, była kocim ideałem postanowiliśmy adoptować jej kocią przyjaciółkę i tak trafiła do nas schroniskową Cloe, biała jak płatek śniegu... Po tygodniu zaczął się koszmar... Cloe odeszła nagle, pojawiły się wymioty i biegunka po kilku godzinach jej maleńkie życie zgasło... Zaczęła się walka o Izzy... Naszym wrogiem była panleukopenia mimo podania surowicy, kroplówek, leków na odporność po tygodniu w moich ramionach odeszła też Izzy... Moje serce pękło... W rozpaczy pojawiła się Dominika z propozycją adopcji Gustka...kociaka który wygrał walkę z tym morderczym wirusem...dla mnie był to znak, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że tak być musiało, jedynym kotem który mógł pojawić się w naszym domu był kot który wygrał z panleukopenią, a znaleźć takiego kota nie jest łatwo bo jedynie 10% kociaków wygrywa z tym paskudztwem. Gucio przyjechał do nas... 400km i rozkochał w sobie cały dom... Miziak jakich mało... Myślałam, że teraz będzie już tylko pięknie, że czeka nas razem jakieś 15 lat sielanki... O ja naiwna... W grudniu zaczęliśmy przygotowania do kastracji-komplet badań morfologia, biochemia, testy na choroby wirusowe-wszystko super, jednak pojawiły się biegunki, diagnoza lamblia... Leczenie trwało 5dni. Dom dezynfekowany w tym samym czasie leczona była Daisy nasz yorczek. Po włączeniu 2x kontrol i czysto. Zapadła decyzja o zabiegu. 21.01 Gustuś został wykastrowany. Tydzień później zaczął się źle czuć. Zaczęło się od kichania, kaszlu i kataru-diagnkza zapalenie przydziąśla, i krtani wdrożono leczenie antybiotykiem-Azitrolek. Objawy zniknęły, a razem z nimi dobry humor Gucia. Wróciliśmy do lecznicy we wtorek 09.02... i tutaj zaczyna się nasz koszmar ???? USG brzuszka wykazało powiększony węzeł krezkowy... Morfologia: płytki krwi 967tyś... Duuuzo ponad normę, dodatkowo żółtaczka... Następnego dnia kolejna morfologia z biochemią i kolejne USG... Morfologia nadal zła, biochemia nie najgorsza bo podniesione jedynie parametry trzustki no i bilirubina... Przy normie 0,4 wynik 3,7... Kolejne leki i wstępna diagnoza chłoniak układu pokarmowego... Wtedy byłam załamana... Kazano szukać pomocy w innych gabinetach bo operacja jest poważna... Laparotomia zwiadowczą z wycięciem węzła... I tak trafiliśmy do lecznicy Cztery Łapy w Kielcach... Gucio został u nich na noc bo był odwodniony... Wczoraj rano (czyli w sobotę 13.02) USG brzuszka wykonał chirurg... I tutaj zapadł nasz wyrok... W brzuszku zebrał się płyn...wyrokiem dla Gustawa jest FIP- wirusowe zapalenie otrzewnej, zmutowany koci koronawirusy... (Jakiś chichot losu...) Gucio z godziny na godzinę jest smutniejszy... Słabszy... Jednak cena za jego życie powaliła mnie na kolana... Minimum 7000zł... I lekarstwo GS które trzeba podawać przez długie 84dni... Codziennie o tej samej godzinie... Nie można pominąć ani jednej dawki, ani opóźnić podania leku...to jedna jedyna szansa na leczenie, leczenie które daje niemal 100% szans na wyzdrowienie. Nie potrafię podjąć decyzji o eutanazji(choć wielu lekarzy od wczoraj sugeruje właśnie takie wyjście). Wiem, że wiele kociaków wygrało i cieszy się życiem... Tego samego chce dla Gucia. Błagam jeśli nie możesz wpłacić-udostępnij. Potrzebujemy Was!!!


Nina Bielecka

Organizator zbiórki

zadaj pytanie

Wpłaty - 26

Komentarze